MAJĄTEK PŁYTY

Swobodny Przelot
premiera kwiecień 2004

27 marca miała swoją premierę druga płyta zespołu Kowalski zatytułowana "Swobodny przelot".

        Płyta zaczyna się zupełnie nieprzewidywalnym oraz pełnym zabawy słowem i rytmem utworem "Papaj". Utwór wpada od razu w ucho i gwarantuję, że jeśli wysłuchacie go rano, nie uwolnicie się od tej melodii. Jednak później jest już poważniej. "Zdarzam się" to historia trudnej miłości, okraszona muzyką, którą można by nazwać "Marianem 2". Spokojny rytm, bardzo dobra partia gitar, to gwarancja dobrej jakości i pewność, że ... nikt poza Trójką tego nie zagra.
Kolejny to gdańska panorama - "Miasto", gdzie uwagę przyciąga rytm i przyspieszenie w refrenie, a tekst, mimo, że traktuje o mieście rodzinnym Kowalskiego ma wymiar ogólny, z którym nawet ludzie spoza Gdańska mogą się utożsamiać. "Zwariowany poniedziałek", ballada, która będzie dobrą promocją całego krążka. Spokojnie i bardzo łagodnie wprowadza słuchacza w zwrotkę, a refren wciąga do zaangażowania. Tekst z niedopowiedzeniem (to nowa rzecz w twórczości Kowalskiego, spowodowana faktem, że obok Rozenka teksty na krążek napisał również Robert Brunne) nadaje też pewnej "poetyckości" całej kompozycji. Dużym plusem albumu jest również "Toksyczna miłość", bardzo wiosenna propozycja z żartobliwym, ekologicznym tekstem i toksycznym wokalem. Refren znakomity do zabawy, łatwy do śpiewania, bardzo rozpoznawalny, co sprawia, że piosenka jest "inna" od tego, co można zazwyczaj usłyszeć w radiu. Bardzo fajnie zarysowana gitara i prościutki tekst refrenu muszą zachęcić do wspólnego pośpiewania. Sporo zabawy znajdziecie w dancingowo - rockowym (!) utworze "O co Tobie chodzi?", traktującym o trudnych relacjach małżeńskich. Na albumie znajdziecie również dwa znane już utwory: "Sen Kowalskiego" - eurowizyjną propozycję zespołu ze świetnym teledyskiem w "shrekowej" konwencji, oraz "Futbol", który pojawił się w stacjach radiowych zaraz po blamażu polskiej reprezentacji piłkarskiej podczas ostatniego mundialu.

        W sumie to jedenaście kompozycji proponowanych przez Kowalskiego, którego znacie (listę zamykają: niezła kompozycja z prowokacyjnym tekstem zatytułowana "Małe i duże" i funkująca "Funky i Kowalski"). Gdyby oceniać całość można stwierdzić, że płyta jest krokiem naprzód sympatycznych Kaszubów. Muzycznie i tekstowo jest dużo poważniej, wokalnie ciekawiej, i teksty jakby lepsze, bardziej świadome, mam wrażenie, że Marian w końcu ze schodów spadł. Bardzo dobrze wyprodukowano płytę, mnogość ozdobników i instrumentarium, a także trochę inne podejście do tematów sprawiają, że jest naprawdę ciekawie. To nadal propozycja, którą trudno zaszufladkować (ani to rock, ani to pop, ani dancing) bardzo trudna to zdefiniowania.
Płyta pełna dobrych emocji, przynosząca trochę uśmiechu i naturalnej pogody ducha. Tym, do których trafi, przyniesie wiele dobrych chwil. Spojrzenie na świat trochę przez różowe okulary i twórczość okraszona uśmiechem (nie mylić ze szczerzeniem się), a przede wszystkim niesamowita atmosfera koncertów zdobyły grupie serca wielu wielbicieli.


Marian
premiera kwiecień 2002



Kowalski zadebiutował bez kompleksów i bez nawiedzonej frazeologii.
Niebanalne teksty i profesjonalna aranżacja to klucz do sukcesu płyty. Recepta na sukces wydaje się całkiem prosta. Z jednej strony chodzi o bezpretensjonalną zabawę i humor, z drugiej o zachowanie proporcji pomiędzy luźnym i nieangażującym kabaretem, a odrobiną refleksji na temat otaczającej rzeczywistości. Rzeczy ważne Kowalski opisuje w formie nieskomplikowanej, a nieistotne drobiazgi, nasze wady i przyzwyczajenia podnosi czasem do rangi tematu piosenki. Bez moralizowania i z dużym dystansem do ważnych instytucji, do tzw. społecznych typów osobowości, a przede wszystkim z dystansem do samego siebie. Bawi się także muzycznymi stylami i aranżacjami - nieco refleksyjny "Marian K" brzmiał jak post-punkowy protest song, a satyra na tzw. "dresiarstwo" utrzymana jest w stylistyce disco-dance z późnych lat siedemdziesiątych. Nurt nadwrażliwej piosenki studenckiej i turystycznej sparodiowano w formie piosenki weselnej, zjawisko bezkrytycznego przyjmowania przez nas wzorców zachodnich odbiło się w countrowym brzmieniu "Piosenki o kontakcie z przyrodą", a konsumpcjonizm rodzącej się w kraju subkultury klubowej charakteryzuje ironia piosenki "Spragniony Karoliny" (utwór ten wybrany został na promocyjny singiel całej płyty).
Płyta "MARIAN" to wynik obserwacji, opowiadanie o nas dzięki umiejętności korzystania z tajemniczego krzywego zwierciadła, znalezionego gdzieś na strychu którejś z trójmiejskich kamienic. Zwierciadło to, pamięta pewnie lekkość humoru studenckiego życia czasów Bim-Bomu, ale przez lata skazane było na kurz historycznych wydarzeń i tragedii Gdańska, Gdyni czy Sopotu. Czasy w końcu pozwoliły, żeby pośmiać się z nas samych...