DROBIAZGI PRESS ROOM
ZDJĘCIA DO POBRANIA

KOWALSKI...
Pobierz plik: *.doc

Kowalski - Menu
Pobierz plik: *.doc

KOWALSKI - DOSJE
Pobierz plik: *.doc

Statystyczny Kowalski
Pobierz plik: *.doc

Czym (a może kim?) zatem jest Kowalski?
Pobierz plik: *.doc

Rozmowa z zespołem Kowalski
Pobierz plik: *.doc

KOWALSKI - "Swobodny przelot"
Pobierz plik: *.doc

 

KOWALSKI...

po prostu, bez zbędnej identyfikacji, przynależności czy szufladkowania, ale za to radośnie i zwyczajnie. Nie ma w tym ideologii i odwoływania się do poetyckich metafor, wszystko jest zrozumiałe, bo Kowalski gra dla ludzi, a zwyczajny dzień i rzeczywistość Kowalskiego to kopalnia zabawnych sytuacji. Sytuacji tak banalnych, że pomijanych. Kowalski utrwala więc błahostki i słabości, celowo nadużywając utartych pojęć. Kowalski przede wszystkim daje odpocząć, nie angażuje, nie udaje. Reakcja na muzykę Kowalskiego powinna być natychmiastowa, albo wciąga od razu albo nigdy się nie spodoba. Stół ma cztery nogi, człowiek dwie, kubek jedno ucho a człowiek dwa. Proste, prawdziwe i jaka ulga.
Kowalski nie ma ambicji zmieniania świata, nie chce nikogo naprawiać i wychowywać. Kowalski śmieje się sam z siebie i wygląda na to, że potrafi się przy tym rzeczywiście i szczerze bawić. Kowalski nie walczy z legendami sceny, nie leży zakurzony na półce, nie buntuje... A kogo konkretnie zespół uznaje za swoją publiczność? Po prostu Kowalskiego - czyli przeciętnego Polaka, obdarzonego poczuciem humoru, ceniącego dystans do śmiertelnie poważnych wyborów i problematycznych "proroków", a nade wszystko potrafiącego jeszcze, mimo otaczającej szarzyzny czy "życiowej recesji", po prostu się pośmiać, zabawić i odpocząć.

 

Kowalski - Menu

Nazwisko: Kowalski
Imię: Kowalski
Pseudonim artystyczny: chyba Kowalski
Data i miejsce urodzenia: wiosna 2000, Gdańsk
Miejsce zamieszkania: mikrobus w trasie koncertowej
Stan cywilny: czasem wolny (czasem szybki)
Stosunek do służby wojskowej: stosunek się odbył
Zawód wyuczony: tancerz dyskotekowy
Zawód wykonywany: inicjatywa gospodarczo-artystyczna
Miejsce Pracy: Kowalski spółka z o. o.
Obywatelstwo: swojskie
Wykształcenie: pełne niższe (obróbka mechaniczna metali na gorąco)
Światopogląd: nieistotny (pierwszy wolny)
Zainteresowania: radosna egzystencja
Fascynacje muzyczne: pozytywne wibrowanie, permanentne stany euforii
Fascynacje literackie: Koziołek Matołek
Fascynacje społeczne: samochód Trabant
Ulubiona forma spędzania czasu:

koncerty muzyczne poza miejscem zamieszkania (poza mikrobusem)
Ulubiona forma spędzania braku czasu: spędzanie snu z powiek

Ulubiony rzeczownik: Kowalski
Ulubiony przymiotnik: kowalski
Ulubiony czasownik: nie lubi czasowników...
Podpis: (4 x "Kowalski" różnymi charakterami pisma)

 

KOWALSKI - DOSJE

Zaczęło się od serii letnich koncertów, w których zespół, swoją świeżością i niebanalnością, zdobył sporą liczbę fanów. Liczba ta urosła jeszcze po prezentacji piosenki pt. "Marian" i przydała się podczas głosowań, kiedy Marian pojawił się na listach przebojów (LP Programu III PR - 20 tygodni w zestawieniu, najwyższa pozycja 3 !).
Potem przyszły plany wydawnicze i rozmowy z "Pomatonem". Pierwszy singiel "Piosenka o Jędrku Lepieju" zrobił trochę zamieszania i to nie tylko w znaczeniu muzycznym. Singiel, w okładce w biało-czerwone pasy, oprócz rozgłośni radiowych trafił również do skrzynek wszystkich parlamentarzystów, rozpoczynającej się właśnie kadencji. Reakcje były różne, zwłaszcza, że singlowi towarzyszyły specyficzne życzenia:

odrobiny dystansu do epokowych zmian
(w obliczu Historii, która jeszcze o niczym nie wie)
u progu czteroletniej służby -
życzy Kowalski

Kadencja trwać powinna jakieś cztery lata.
Oj, co się napracować w tym czasie wypada...
Nie da się tak szybko "zreperować" świata,
Ale trzeba próbować, wymyślać i gadać...

Byle od tej pracy nie zapaść po drodze
na którąś ze śmiertelnych, dla rządzących, chorób,
jak na przykład: deluzje, manie i psychozy
lub
chroniczny uwiąd poczucia humoru

Zdarzyły się e-maile od parlamentarzystów, zdarzyły się wypowiedzi radiowe o wykorzystywaniu cudzej popularności i żartowaniu z najwyższych organów państwa oraz zróżnicowane aż do absurdu nadinterpretacje tekstu piosenki, drukowanego w ogólnopolskim wydaniu Gazety Wyborczej. Ciekawsza jednak okazała się bardzo poważna dyskusja w równie poważnych mediach (główne wydanie faktów w TVN, Radio Zet oraz tygodnik Polityka), czy przypadkiem nie jest swoista prawidłowością, że jeden z posłów (lider nadzwyczajnie poważnego ugrupowania) sam wcześniej lżąc i wyśmiewając władze, po wejściu do parlamentu stał się nagle ofiarą strategii, jaką się sam posługiwał [jako autorów tego typu akcji odwetowych wymieniano Kazika, Kukiza i Kowalskiego - trzech panów K.]. Kowalski, w sposób charakterystyczny dla siebie, zareagował bardzo szybko - publikując w internecie protest przeciwko wykorzystywaniu literackiej postaci wymyślonej przez zespół - tytułowego Jędrka Lepieja - do celów politycznych... Kto zna piosenkę, ten wie, na czym polega dowcip.
Potem znów liczne koncerty i praca w studio nagraniowym, obróbka i mastering, aż w końcu jest - materiał na pierwszą płytę! Utwory w przemyślanej kolejności i "stylowych" aranżacjach dobrane zostały na podstawie doświadczeń z koncertów. Jest naturalnie "Marian" i "Piosenka o Jędrku Lepieju", ale również taneczne numery, tak gorąco przyjmowane przez publiczność na koncertach: "Kocham Ciebie", "Dancing forever" i "latająca" po klubach oraz dyskotekach "Spragniony Karoliny". W sumie - muzyka doskonała do zabawy i słuchania - uważnego - gdy słucha się tekstów (np. podczas jazdy samochodem), lub w trakcie imprez z przyjaciółmi, kiedy najważniejszy jest rytm, melodia i wpadający w ucho refren. Premiera płyty miała miejsce 1 kwietnia, towarzyszył jej happening.
Singiel promujący płytę zawiera piosenkę "Spragniony Karoliny" w wersji studyjnej, ilustrowaną teledyskiem oraz remix w rytmach taneczno-housowych, wprowadzający zespół do klubów, które jeszcze do tej pory go nie znały. Przecież w klubach, na prywatkach i koncertach bawi się coraz więcej Kowalskich, adresatów twórczości zespołu. Utwór "Spragniony Karoliny" jest dobrym odzwierciedleniem twórczości Kowalskiego - ciekawa, bardzo melodyjna i wpadająca w ucho muzyka połączona z wesołym, niejednokrotnie ironicznym tekstem, banalna na pozór opowieść o imprezowej przygodzie i fascynacji przypadkowo spotkaną kobietą można odczytać także jako hymn pochwalny dla... wody mineralnej o nazwie "Karolina" - niezastąpionemu panaceum na wiele poimprezowych przypadłości! Tak więc butelka wody mineralnej na okładce singla nie znalazła się przypadkiem!
Kolejnym, letnim singlem była piosenka "Dobrze jest tak", a na jesień zespół zapowiada singiel z utworem "Irlandia zielona", do którego nakręcony zostanie również teledysk.

 

Statystyczny Kowalski

wyznanie
        W znakomitej większości Kowalski jest katolikiem - można uznać, że ma katolicką głowę, nogi i co najmniej jedną rękę..., raczej prawą, tułów ma też chrześcijański - podzielony jednak na część luterańską, kalwińską i prawosławną, zaś jego lewa ręka jest nieco judaistyczna, nieco muzułmańska, a okresowo powiększa się lub zmniejsza odrętwienie zupełnie ateistyczne. Według niektórych interpretacji zebranych w badaniach danych - środkowy palec lewej ręki Kowalskiego jest masońsko-buddyjsko-konfucjańsko-ortodoksyjnie katolicki.

stosunek do polityki
        Statystyczny Kowalski, po przebytych kilku poważnych zakażeniach różnymi ideologiami i światopoglądami coraz lepiej znosi pojawianie się nowych aktorów sceny politycznej. Lewicowy z wychowania i toksycznego środowiska wczesnego dzieciństwa, szybko zaczął się buntować przeciwko postkomunistycznej socjaldemokracji, co przypłacił długotrwałą gorączką prawicowo-klerykalną. Neoliberalne metody leczenia przyswajał bardzo dobrze, lecz powoli zapadał w monetaryzm i antyinterwencjonizm. W wieku dojrzałym - co tu dużo mówić - skołowaciał, jego stan był niestabilny, wahał się pomiędzy utopiami i demagogiami. Od kilku lat przegrywa wszystkie wybory, a po ogłaszaniu ich wyników zwykle mawia "Polsko wybacz..." i zapada w apolityczny letarg. Odporność na propagandę rośnie Kowalskiemu z roku na rok, przez co wyraźnie normalnieje i nabiera coraz większego dystansu do polityki i polityków. Od pewnego czasu wręcz tryska zdrowym lekceważeniem i radosnym zobojętnieniem na kampanie, hasła i skandale.
        Warto zauważyć, ze duże dawki ugrupowań skrajnych szybko wytwarzają w Kowalskim antyciała - jest juz zupełnie uodporniony na oszołomstwo, ksenofobie, koterie i krawaty w biało-czerwone paski.

orientacja seksualna
        Mylą się wszyscy, którzy uważają, ze Kowalski był, jest i zawsze będzie heteroseksualny. Takie oczywiście deklaruje poglądy, a nawet nie ufa nikomu, kto sugeruje, że mogłoby być inaczej. Jednak trzeba przyznać, ze Kowalski akceptuje homoseksualizm płci jemu przeciwnej i bywa, że w sennych marzeniach chciałby np. homoseksualne kobiety nawracać na heteroseksualizm przy pomocy zachęt i ćwiczeń gimnastycznych. Na szczęście nie miewa do tego okazji, bo Kowalski z natury wyżej ocenia swoje umiejętności i atrybuty, niż jest w rzeczywistości.
        Rzecz ciekawa: jako facet bywa "męską szowinistyczną świnią", ale gdyby był kobietą, byłby... również "męską szowinistyczną świnią".
        Inna fascynująca obserwacja: najlepiej ukrwiona strefa erogenna - mózg.

miejsce zamieszkania
        Najczęściej Kowalski mieszka w mieście, bo się przeprowadził. Bardzo wyraźna tendencja przeprowadzek z miejscowości mniejszej do większej ostatnio nieco się zachwiała. Coraz częściej zdarza się, ze Kowalski woli odludzia, gdzie coraz więcej osobników przebywa czasowo , a nawet się osiedla i zakłada małe, intymne siedliska. Z czasem jednak takie mini kolonie stają się popularne (Kowalski jest bardzo towarzyski, wiec odwiedzają go stada krewnych i znajomych) i tracą swój pierwotny charakter.         Z reguły Kowalski swoje miejsce zamieszkania ocenia źle - jak mieszka na prowincji, marzy o wielkim mieście, jeśli mieszka w blokach chciałby przenieść się na kameralne osiedle, jak mieszka na przedmieściach to uważa że ma wszędzie daleko, jak ma własny domek, to się boi, ze go okradną...
        W dużych skupiskach lęgowych Kowalski także czuje się nie najlepiej. Jeśli mieszka na parterze, to mu "zaglądają do okien", a jak na którymś piętrze, to mu "hałasuje winda". Kowalski zatem przynajmniej kilka razy w życiu zmienia miejsce zamieszkania i nie przyjmuje do wiadomości, że tam gdzie mieszka obecnie, będzie być może mieszkać do śmierci. Zwykle coś gdzieś go ciągnie, ale często też go rzuca i zostawia.

wykształcenie
        Wykształcenie Kowalskiego jest z roku na rok coraz wyższe. Czasem dzięki solidnym uczelniom, czasem dzięki kursom korespondencyjnym, czasem dzięki lewym papierom i znajomościom, ale zawsze Kowalski stara się rozwijać.
        Inna sprawa, że powszechnym zjawiskiem jest fakt, że Kowalski przez pól życia uczy się czego innego, niż powinien ze względu na późniejszy zawód lub zajęcie. I tak w-f-iści bywają artystami, nauczyciele poetami, plastycy zajmują się biznesem, a absolwenci szkoły rodzenia prowadzą działalność naukową. Na szczęście odwróciła się tendencja ostatnich dziesięcioleci, według której "im gorzej Kowalski wykształcony, tym dalej Kowalski zaszedł", a wyjątki z sejmu tylko tę regułę potwierdzają.
        Niestety w dwóch ostatnich latach pojawiło się inne, zupełnie nowe, negatywne zjawisko. Mianowicie, Kowalski czasem za program edukacyjny uznaje program telewizyjny typu "reality show".

poczucie humoru
        Cecha, która u Kowalskiego wykształciła się bardzo wyraźnie i determinuje większość jego aktywności. Kowalski trzy czwarte życia spędza na "robieniu czegoś dla jaj", a jedną czwartą na tym, żeby się z tego robienia nabijać. W tych proporcjach, co warte zauważenia, Kowalski często nabija się z samego siebie, co ma duże znaczenie terapeutyczne i zasługuje na pozytywną ocenę tejże właściwości. Niestety, od czasu do czasu, Kowalski robi to bezwiednie.
        Inną przykrą konsekwencją takiego profilu osobowego i wynikających z niego zachowań jest fakt, ze Kowalski popada w konflikty z jednej strony z ponurakami i bufonami wykastrowanymi z umiejętności zabawy, a z drugiej strony z osobnikami, rezerwującymi sobie prawo do rozśmieszania i ośmieszania - najczęściej emerytowanymi błaznami. Dotychczas z powyższych konfliktów nie wynikało nic złego - Kowalski zatem nie zamierza modyfikować swojego postępowania.
        Na dodatek Kowalski nie dzieli rzeczy na mądre i głupie. Głupie, które są zabawne akceptuje równie łatwo, jak jeszcze głupsze i śmieszniejsze. Jedyne kryterium jakie stosuje łączy się z kwestią smaku.

czas wolny
        Kowalski zwykle narzeka, ze nie ma czasu wolnego, ale jest to typowy przykład rozbieżności miedzy cechą deklarowaną, a stanem faktycznym. Kowalski marnuje masę czasu na pierdoły, więc należy przyznać, że ma tego czasu więcej niż to jest konieczne. Zainteresowania Kowalskiego są rozlegle i formy spędzania czasu bywają więc na tyle zróżnicowane, że niemożliwe do wyszczególnienia.
        Warto jednak zwrócić uwagę, że nuda jest w odniesieniu do Kowalskiego zjawiskiem o nietypowym, niezwykłym wręcz, charakterze. O ile powszechnie sądzi się (np. w odniesieniu do społeczeństw anglosaskich lub azjatyckich), że nuda jest nieproduktywna i bardzo destrukcyjnie odbija się na osobowości, o tyle w przypadku Kowalskiego jest zupełnie odwrotnie. Nuda staje się znaczącą siłą motywacyjną i generuje postawy twórcze. Zdarza się bowiem powszechnie, że Kowalski jest zdolny do nadzwyczajnego wysiłku, żeby w perspektywie swoich działań "mógł się potem ponudzić" - np. oszczędza i przepracowuje się, "szarpie się kosztem zdrowia i bliskich", aby w końcu "zbudować wygodny dom", "wyjechać na wczasy", "wcześniej pójść na emeryturę" i ...jak to określa... "nic nie robić". Ponadto - co jeszcze ciekawsze - Kowalski przywiązuje się do rzeczy, które robi "z nudów". Wtedy każdy efekt takiego działania bądź sam fakt działania uważa za niepowtarzalny i jedyny w swym rodzaju ("a tak sobie z nudów robię to czy tamto...").

stosunek do rzeczy ostatecznych
        Kowalski jako rzecz najbardziej ostateczną uznaje śmierć. Ostatecznie jednak zawsze przydarza się ona innym, a nie jemu, wiec rzadko zawraca nią sobie głowę.

płec
        I tutaj wyniki badań są na tyle jednoznaczne, że aż zastanawiające. Okazuje się mianowicie, że Kowalski w 53% (czyli mimo wszystko w większości) jest kobietą. Według Kowalskiego ten fakt nie ma żadnego znaczenia, jednak dane statystyczne są bezsporne .Wnioski, jakie z tego faktu wypływają są tak zaskakujące, że zachęcamy do ich samodzielnego poszukiwania.

 

Czym (a może kim?) zatem jest Kowalski?

Od strony muzycznej zespół prezentuje wyważone brzmienie muzyki lekkiej i melodyjnej. Muzycy jednak są profesjonalistami z dużym doświadczeniem scenicznym, co pozwala wzbogacać kompozycje i aranże o elementy szeregu różnorodnych stylów i fascynacji. "Marian" był niemal parodią post-punkowego songu, a "Piosenka o Jędrku Lepieju" brzmi jak hymn taneczno-dancingowy.
Teksty piosenek odgrywają tu znaczącą rolę. Pozbawione rozbudowanej formy, ale literacko spójne i sprawne, decydują o charakterze utworów i umożliwiają szybkie nawiązanie kontaktu z odbiorcą, co jest jedną z najistotniejszych zalet Kowalskiego [żywiołowe zachowanie na scenie, zwariowany image, wokalista wciągający do zabawy każdą publiczność].
Kabaretowe doświadczenia twórców, a także ich specyficzne poczucie humoru sytuuje zespół w nurcie inteligentnej rozrywki - trudno zatem dziwić się, że najbardziej jest lubiany wśród ludzi młodych i otwartych, wśród osób, które nie lubią monotonii i wiecznego biadolenia na wszystko i wszystkich dookoła. Kowalski jest krzywym zwierciadłem polskiego społeczeństwa naszych czasów - jest jednym z nas, ale o przerysowanych cechach zewnętrznych i wewnętrznych. O ile potrafi śmiać się z wszystkiego, co warte jest "obśmiania"- z głupoty, prostactwa, obłudy, pompatyczności, pustego efekciarstwa i wielu naszych "narodowych" niemal cech, o tyle najcelniej śmieje się z samego siebie - z bożków i wyznawców pop-kultury, utartych schematów i "super-modnych" zachowań, udawania w życiu i pseudokreacji w promowaniu wzorców.
Zespołów uprawiających "muzyczną satyrę" jest na polskiej scenie całkiem sporo - Elektryczne Gitary, Big Cyc, Czarno Czarni, Piersi, Kury - jedne posługują się poetyką absurdu, inne wykorzystują dowcip słowny lub sytuacyjny. Piosenki Kowalskiego są dość specyficzne - rozwijają się w stronę mini-felietonów, operujących dodatkowo parodią, aluzją i przerysowaniem. Coś może być tak proste, że aż paranoiczne. Coś jest tak banalne, że niemal niezauważalne. Coś jest tak ważne, że aż zaczyna być śmieszne.
Kowalski nie ma ambicji zmieniania świata, nie chce nikogo naprawiać i wychowywać. Kowalski bawi się tym, co wokół nas się dzieje. Śmieje się z tego, co pod wpływem otaczającej rzeczywistości zmienia się w nas samych. Kowalski śmieje się sam z siebie i wygląda na to, że potrafi się przy tym rzeczywiście i szczerze bawić. A kogo konkretnie zespół uznaje za swoją publiczność? Po prostu Kowalskiego - czyli przeciętnego Polaka, obdarzonego poczuciem humoru, ceniącego dystans do śmiertelnie poważnych wyborów i problematycznych "proroków", a nade wszystko potrafiącego jeszcze, mimo otaczającej szarzyzny czy "życiowej recesji", po prostu się pośmiać, zabawić i odpocząć.
Reakcja na muzykę Kowalskiego jest zwykle natychmiastowa, albo wciąga od razu albo nigdy się nie spodoba.

 

Rozmowa z zespołem Kowalski

Ilu w zespole jest Kowalskich?
- Kowalski jest jeden. A w zespole pięciu pod jednym nazwiskiem. Jesteśmy rodziną - dziećmi stróża Kowalskiego.

Kowalski mówi pięcioma głosami czy jednym?
- Kowalski mówi jednym głosem z pięciu gardeł. A właściwie głosem naszego autora tekstów. Płytę tworzymy razem w imię jednej wspólnej myśli i w rezultacie jest to jeden głos. Oczywiście, musimy się ścierać. Każdy z  nas ma inne wnętrze emocjonalne, różną dynamikę działania. Każdy z nas jest zupełnie innym Kowalskim i działa czasami na przekór reszcie.

Kim więc jest Kowalski?
- To mężczyzna wzrostu ok. 170-180 cm, krępej budowy ciała, z wąsami. Na obiad jada najchętniej schabowego z kapustą i ziemniakami. Ogląda "Teleexpress", "Wiadomości" i "Panoramę". Jest żonaty, ma dzieci... A tak poważnie - Kowalski jako zespół to rodzina, pełna radości i szczęścia, czyli po prostu my. Kowalski jest pozytywnie nastawiony do życia. Taką gra muzykę i takie ma przesłanie - dla zwykłych ludzi. Takich, z którymi można normalnie, szczerze pogadać o życiu.

Czy Kowalski jest szczęśliwy?
- Absolutnie tak. To człowiek, który patrzy na życie pozytywnie i ma dosyć negacji. Smutasy go nie interesują.

A co go interesuje?
- Interesuje go muzyka, dzięki niej chce mu się żyć. Każdy z nas - Kowalskich ma inne zainteresowania i inne doświadczenia: kabaretowe, jazzowe, rockowe, nawet klasyczne... Chodzi do kina, do teatru, czyta dobre książki. Jest normalny, ale nie chce być byle jaki i za wszelką cenę popularny. Ma swój sznyt, honor, styl i jakość. Nie musi jeździć mercedesem, może małym fiatem, ale ten mały fiat będzie zawsze lepszy niż pozostałe, bo będzie podrasowany, będzie miał fajny spojlerek i napis "My fiat is fantastic !!!".

Co denerwuje Kowalskiego?
- Wszechogarniająca głupota. Szczególnie ta, która dotyka go na co dzień, czyli np. głupota polityków. Poza tym negatywna propaganda, czyli typowo polskie mówienie, że wszystko na pewno się nie uda, oraz promowanie negatywnych sensacji w mediach (wypadki, zabójstwa, afery ) jako najważniejsze wydarzenia dnia.
Denerwuje go też pośpiech, to, że ludzie nie umieją się cieszyć chwilą i zapomnieli, jak pięknie jest coś komuś dawać.

Czy w tym wszystkim zostaje trochę miejsca na zachwyt?
- Oczywiście. Kowalski zachwyca się przed wszystkim ludźmi z pasją. Zachwyca go autentyczność i szczerość, nawet ta niepopularna. Co jeszcze? Sztuka, malarstwo, muzyka i normalne chwile, których w życiu jest przecież dużo, a także ludzie, którzy patrzą na wszystko z pozytywnej perspektywy. A najbardziej zachwycający jest wschód słońca co rano...

Kowalski postanowił zaśpiewać coś innym. Jacy są ci inni?
- Kowalski chce mówić do ludzi podobnie myślących. Dla nich pracuje i ma nadzieję, że znajdzie ich jak najwięcej. Szuka ludzi inteligentnych, wrażliwych optymistów i takich, którzy lubią się bawić i żyć pełnią życia, którzy się zużywają, a nie rdzewieją.

Kowalski nie byłby Polakiem, gdyby nie interesowała go polityka. Dużo mówi o tym w swoich piosenkach.
- Nie, wcale nie... W jego tekstach nie ma dużo polityki. Tak się tylko wydaje, interpretacja należy do odbiorcy. Piosenka o Marianie nie ma w ogóle podtekstu politycznego - jest o przemijaniu. O takich ludziach, którzy wchodzą w wiek, kiedy tracą spontaniczność i wolę intensywnego życia. Kowalski nie chce być komentatorem zdarzeń gazetowych, do czasu, kiedy coś go naprawdę nie wkurzy. I właśnie piosenka o Jędrku Lepieju jest taką reakcją, protestem, samooobroną Kowalskiego przeciw głupocie w ogóle. Jako pseudoartysta Kowalski wypowiedział się na temat pseudopolityków.

Ale singiel z tym nagraniem został wysłany do sejmu...
- Tam miał trafić, ponieważ właśnie pseudopolitykom chciał Kowalski powiedzieć co myśli. Razem z płytą były życzenia dystansu do dziejowych zmian i uśmiechu z samych siebie, co niestety pseudopolitykom nie wychodzi. Jako zespół możemy wypowiedzieć się tylko poprzez muzykę i tekst i właśnie to robimy. Ale to wszystko. A poza tym, Kowalski nie chce pisać do szuflady i w ramach zgody z własnym sumieniem walczy o popularność, więc był to zabieg również marketingowy. W walce o zdobycie popularności, Kowalski bierze sprawy w swoje ręce, bo chce sławić to fantastyczne nazwisko.

Na płycie Kowalskiego słychać wiele fascynacji muzycznych...
- Tak, i jest to efekt kompromisu pomiędzy nami i przenikania się różnych wpływów i naszych fascynacji. Muzyka dla Kowalskiego musi być różnorodna. Pokazuje różne style, do wyboru. Kowalskiego stać na wszystko...., a nawet więcej.

Katarzyna Czarnecka [Tygodnik Antena]

 

KOWALSKI - "Swobodny przelot"

        27 marca miała swoją premierę druga płyta popularnej grupy Kowalski zatytułowana "Swobodny przelot". Przypomnę tylko, że "Marian" -debiutancki album grupy ujrzał światło dzienne niemal równo dwa lata wcześniej (1 kwietnia 2002) a jego najbardziej rozpoznawalnym akcentem jest tytułowy "Marian", piosenka lata 2001 w radiowej Trójce.
        Kim jest Kowalski? To przede wszystkim zjawisko koncertowo - towarzyskie zrzeszające muzyków z bardzo różną przeszłością (od jazzu po kabaret). Kabaretowe zacięcie wokalisty Grzegorza Szlapy i naczelnego tekściarza Przemka Rozenka ma swoje odbicie w twórczości zespołu, która trafia przede wszystkim do inteligentnych trzydziestolatków. Spojrzenie na świat trochę przez różowe okulary i twórczość okraszona uśmiechem (nie mylić ze szczerzeniem się), a przede wszystkim niesamowita atmosfera koncertów zdobyły grupie serca wielu wielbicieli.
        Pierwsza płyta była jednak bardzo zróżnicowana (od sentymentalnego "Mariana", przez marzycielską "Irlandię zieloną", po kabaretowe "Jędrek Lepiej" i dancingowo - kpiarski "Dancing forever"), i wielu fanów miało podstawy do tego, by zastanawiać się jaki będzie ten krążek. Dziś już mogę napisać, że bliżej jej do nastroju "Mariana", niż kabaretu. Choć zaczyna się zupełnie nieprzewidywalnym oraz pełnym zabawy słowem i rytmem utworem "Papaj". Utwór wpada od razu w ucho i gwarantuję, że jeśli wysłuchacie go rano, nie uwolnicie się od tej melodii. Moim zdaniem to utwór wybitnie koncertowy, do wspólnego szaleństwa z publicznością. Jednak później jest już poważniej. "Zdarzam się" to historia trudnej miłości, okraszona muzyką, którą można by nazwać "Marianem 2". Spokojny rytm, bardzo dobra partia gitar (tu ukłony dla nowego gitarzysty Tomka Rząda), to gwarancja dobrej jakości i pewność, że ... nikt poza Trójką tego nie zagra. "Zdarzam się" to zdecydowanie jeden z moich faworytów na płycie. Kolejny to gdańska panorama - "Miasto", gdzie uwagę przyciąga rytm i przyspieszenie w refrenie, a tekst, mimo, że traktuje o mieście rodzinnym Kowalskiego ma wymiar ogólny, z którym nawet ludzie spoza Gdańska mogą się utożsamiać. Trzeci z moich faworytów to "Zwariowany poniedziałek", ballada, która będzie dobrą promocją całego krążka. Kandydat na przebój. Spokojnie i bardzo łagodnie wprowadza słuchacza w zwrotkę, a refren wciąga do zaangażowania. Tekst z niedopowiedzeniem (to nowa rzecz w twórczości Kowalskiego, spowodowana również faktem, że obok Rozenka teksty na krążek napisał również Robert Brunne) nadaje też pewnej "poetyckości" całej kompozycji. Dużym plusem albumu jest również "Toksyczna miłość", bardzo wiosenna propozycja z żartobliwym, ekologicznym tekstem i toksycznym wokalem. Refren znakomity do zabawy, łatwy do śpiewania, bardzo rozpoznawalny, co sprawia, że piosenka jest "inna" od tego, co w można zazwyczaj usłyszeć w radiu. Bardzo fajnie zarysowana gitara i prościutki tekst refrenu muszą zachęcić do wspólnego pośpiewania. Sporo zabawy znajdziecie w dancingowo - rockowym (!) utworze "O co Tobie chodzi?", traktującym o trudnych relacjach małżeńskich. Na albumie znajdziecie również dwa znane już utwory: "Sen Kowalskiego" - eurowizyjną propozycja zespołu ze świetnym teledyskiem w "shrekowej" konwencji, oraz "Futbol", który pojawił się w stacjach radiowym zaraz po blamażu polskiej reprezentacji piłkarskiej podczas ostatniego mundialu. Najsłabszym punktem albumu jest "Kisiel", propozycja, której ja nie umieściłbym na płycie, utrzymana w typowo kabaretowej konwencji.
        W sumie to jedenaście kompozycji proponowanych przez Kowalskiego, którego znacie (listę zamykają: niezła kompozycja z prowokacyjnym tekstem zatytułowana "Małe i duże" i funkująca "Funky i Kowalski"). Gdyby oceniać całość można stwierdzić, że płyta jest krokiem naprzód sympatycznych Kaszubów. Muzycznie i tekstowo jest dużo poważniej, wokalnie ciekawiej, i teksty jakby lepsze, bardziej świadome, mam wrażenie, że Marian w końcu ze schodów spadł. Bardzo dobrze wyprodukowano płytę, mnogość ozdobników i instrumentarium, a także trochę inne podejście do tematów (tu chyba za sprawą Rząda) sprawiają, że jest naprawdę ciekawie. To nadal propozycja, którą trudno zaszufladkować (ani to rock, ani to pop, ani dancing) bardzo trudna to zdefiniowania. Troszkę w podejściu do sprawy Grzegorz i spółka przypominają mi Madness. Płyta pełna dobrych emocji, przynosząca trochę uśmiechu i naturalnej pogody ducha. Tym, do których trafi, przyniesie wiele dobrych chwil. Pamiętajcie więc, że naprawdę warto mieć "Swobodny przelot" Kowalskiego (premiera już 27 marca).